-Gdzie idziesz Harry?-Spytała Vanessa,gorączkowo tupiąc nogą o drewnianą podłogę.
-Idę szukać Zayn'a.-Przeczesałem ręką włosy,patrząc raz na dziewczynę,raz na Louisa.-Nigdzie nie idziesz Harry!-Louis zaprotestował stanowczym,ale łamiącym się głosem.Bał się o mnie...
-Louis,daj spokój.Nic mi nie będzie,to nie o mnie tu chodzi,a o Zayn'a.-Podszedłem do chłopaka i pogłaskałem,go po policzku.W jego oczach pojawiły się łzy.
-Harry,ale Oni są niebezpieczni,wezwijmy policję.Harry,proszę.To nie twoja sprawa,Hazz.-Lou z trudem powstrzymując płacz,zrzucił moją dłoń ze swojego policzka.
-Louis,to moja sprawa,bo to mój przyjaciel!-Uniosłem lekko głos,widząc oburzoną a zarazem pełną żalu i smutku twarz chłopaka.
-Rób co chcesz.-Wyszeptał i pobiegł do naszej sypialni.
-Pójdę do niego.-Vanessa zbliżyła się do schód i obdarowała mnie smutnym spojrzeniem.-Nie musisz się narażać Harry,On nas okłamał.Poszedł niby tylko na zakupy...
-Nie idź.-Pociągnąłem dziewczynę za nadgarstek,tym samym odsuwając ja od schód.-Louis,nie jest już dzieckiem,a zachowuję się jak...po prostu,go zostaw ok?Przejdzie mu.A co do Zayn'a.Kłamał,owszem,ale wiesz,wszyscy wiemy dobrze dlaczego.-Przytuliłem Ją,miałem już wyjść,gdy jednak coś mi się przypomniało,Zayn mówił kiedyś,że ma zapasową broń,powiedział mi to w tajemnicy,zapasowa broń,zapasowa broń...tylko gdzie Ona kurwa była?A,tak już wiem,w pudełku,pod łóżkiem.
Wbiegłem po schodach,prosto do pokoju Zayn'a.Zajrzałem pod łóżko.Znalazłem pudełko,a w nim broń.Schowałem,ją do kieszeni bluzy i już po chwili wyszedłem z pokoju Malika.Tuż przy schodach zatrzymałem się i cofnąłem do naszej sypialni.Uchyliłem lekko drzwi.Louis,leżał na łóżku,cicho popłakując.
Dlaczego On się tak o mnie martwi?Idiota,ale za to go kocham.Zamknąłem drzwi i zszedłem na dół,wyszedłem z domu i zupełnie nie wiedziałem,gdzie mam iść.
Stałem przed domem,zastanawiając się,jak Ja mam go znaleźć kiedy nie wiem zupełnie nic?Nie wiem,gdzie poszedł,nie wiem po co i nie wiem czy wróci.
Dochodziła 3 w nocy,a ja wciąż błąkałem się po Londynie,pistolet w kieszeni stawał się coraz cięższy.Mój telefon zaczął dzwonić.
-Słucham?-Odebrałem rozglądając się dookoła.
-Zayn,Zayn jest w szpitalu,my przyjechaliśmy tu do niego,Harry,Oni go postrzelili.-Dziewczyna płakała,była totalnie roztrzęsiona.
-Daj mi Liam'a do telefonu,dobrze?-Mówiłem powoli,starając się nie panikować.-Harry,tu ja Liam,czy Zayn dzwonił do Ciebie na ten numer?Jakiś czas temu?-Nie wiedziałem o czym Payn'e mówił.
-Tak,dzwonił,ale o co chodzi Liam?
-Zaraz,jak się rozłączysz, wyrzuć kartę Sim,i przyjdź do szpitala,może Cię jeszcze nie namierzyli.
-Co Liam,o czym ty do kurwy,mówisz?
-Mają,jego telefon wiedzą,gdzie jesteśmy,rozumiesz?Dlatego Dzwonimy z nowej karty,żeby się nie zorientowali,rozumiesz?
-Okey,ale Liam,kurwa w co Oni się bawią?
-Harry,możesz przestać zadawać pytania ruszyć dupę i tu przyjechać zanim rozwalą Ci łeb,bo wiedzą gdzie jesteś?!!
-Dobra.-Rozłączyłem się,wyrzuciłem kartę i wróciłem do domu.Chwyciłem kluczyki i również pojechałem do szpitala.
Jedna z pielęgniarek powiedziała mi,gdzie mam iść.Znajdowałem się już na właściwym korytarzu.-Co z nim?-Wydyszałem,gdy podszedłem bliżej przyjaciół.
-Harry,nic ci nie jest?!-Louis,poderwał się z krzesła i podbiegł do mnie mocno mnie przytulając.
-Nic mi nie jest,głupku mówiłem Ci,że nic mi nie będzie.-Chciałem,go od siebie odsunąć,ale on przywarł do mnie jeszcze mocniej.Wkładając rękę do mojej kieszeni.
-Harry,co to ma kurwa znaczyć?!-Krzyknął,wyciągając pistolet z mojej kieszeni,wszyscy spojrzeli na mnie.
-Louis,oddaj to.Co cię,to kurwa obchodzi?!-Wrzasnąłem wyrywając mu pistolet i chowając z powrotem do bluzy.
-Wybacz,że interesuje mnie,to że mój chłopak ma broń!-Nerwowo tupał noga,a oczy wszystkich przyjaciół skierowane były nadal na nas.
-Zamknij się Louis!Nie wszyscy muszą,o tym wiedzieć,to nie jest nawet moja broń!-Zdenerwowany,chwyciłem go z całej siły za nadgarstki i pchnąłem na ścianę.-Choć raz w swoim pierdolonym żałosnym życiu się zamknij!-Wrzasnąłem najgłośniej jak umiałem,Louis zadrżał,a z jego oczu popłynęły łzy.Wyszarpał swoje nadgarstki z mojego uścisku.Strzelił mi siarczysty policzek i wybiegł,ze szpitala.
-Kurwa!-Uderzyłem pięścią w ścianę osuwając się na zimne kafelki.
-Będzie do...-Liam poszedł do mnie chcąc mnie pocieszyć.
-Nic,nie mów.-Wysyczałem i odepchnąłem od siebie Liam'a.Siedzieliśmy tak,czekając,na jakieś wieści.
Liam nerwowo stukał palcami o kolano,Niall milczał,Vanessa płakała,Zayn prawdopodobnie umierał,a Ja spierdoliłem mój związek...cudownie
*Hej i jak podoba się rozdział?Wiem,że jest on napisany inaczej niż poprzednie,ponieważ jest w nim więcej o związku Harry'ego i Louisa niż o Zayn'ie i Van,ale miałam taki pomysł,by nie ograniczać się tylko do zamkniętej sfery Zayn'a i Van :) Mam nadzieje,że wam się podoba i myślę,że następny rozdział,pojawi się szybko :)
Cudowny;*
OdpowiedzUsuń